Za każdym razem, gdy jestem w Lublinie, w okolicach starego miasta, nie mogę nie wstąpić na paschę do Mandragory. Niezwykłego miejsca, o niepowtarzalnym klimacie i świetnej obsłudze. W Kamiennicy pod Lwami, przy Rynku, zatrzymuje się czas. Zjedzenie całej paschy, nawet po przejechaniu stu osiemdziesięciu kilometrów bez śniadania to wyzwanie. Niezwykle sycąca, przybrana pomarańczą pascha migdałowa rozpływa się w ustach. Ostatnim razem byliśmy tam we czwórkę. Rugelachy - cynamonowe ciasteczka, kawa z kardamonem i gorący napój jabłkowy z cynamonem to doskonały pomysł na zimny, jesienny poranek.A pascha zjedzona na pół zapewnia sytość aż do obiadu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mandragora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mandragora. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 17 października 2011
wtorek, 20 września 2011
W ogródku Mandragory zamyślenie nad Obłokami
31 sierpnia Lublin prezentował się nadzwyczaj ładnie. Te lubelskie chmury są zupełnie obłędne i niezauważalnie odrealniają nam świat. Rozumiem tych, których obłoki napawają lękiem. Te ze wschodu szczególnie są wszechobecne. To ma Lublin, między innymi, wspólnego z Wilnem, że chmury tak tam jakoś płyną i się stają nadobecną częścią ulic, zaułków, kamienic. Wtedy spuszczam oczy i czuję wicher, co przeze mnie wieje, palący, suchy. O, jakże wy straszne jesteście, stróże świata, obłoki! Myślałam o tym lęku Miłosza i o tym wietrze, który przez niego przewiewał, siedząc w ogródku Mandragory, wolna, mrużąc oczy do słońca i nie czułam, żadnego strachu przed tą potęgą, nic. Tylko błogi spokój, spokojnie to tylko Lublin.
Kiedy ktoś mnie zapyta, czemu studiuję w Lublinie, odpowiadam: bo Lublin pięknie wychodzi na zdjęciach.
A w Mandragorze zawsze wszystko doskonale:
Subskrybuj:
Posty (Atom)



